czwartek, 20 czerwca 2013

Dziś jest TEN dzień, nie jutro!

Tydzień potrafię mówić nie słodyczom, potrafię codziennie ćwiczyć, potrafię jeść warzywa pięć razy dziennie, a kolejne pięć dni nie potrafię nic, ani być asertywna, ani wysportowana. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, może narzucam zbyt wiele na siebie, już na samym wstępie i to zniechęca mnie do dalszego działania, a może to przez brak spadków (takich jakbym sobie wyobrażała) wagowych, centymetrowych.. Sama nie wiem, ale będę z tym walczyć, bo za tydzień upragnione wakacje, i ja myślałam, że będę już mogła paradować w spodenkach krótkich bez obaw.., a za 24 dni wymarzone wakacje w Chorwacji. Plaża, Słońce, wszystko perfekcyjne, wszystko przygotowane, oprócz mojej sylwrtki! Koniec z użalaniem się nad sobą i wymyślaniem pretekstów, usprawiedliwień. 

"Odkładanie w czasie czegoś prostego czyni to trudnym. Odkładanie trudnego - niemożliwym."

beach, bikini, cute, fit

Trzymajcie kciuki za mnie,
Marta.

7 komentarzy:

  1. no ! najważniejsze to się nie poddawać... ja w końcu to zrozumiałam po wielu próbach odchudzania. I teraz pomalutku dążę sobie do celu. Doładowując się przy okazji pozytywną i spokoją energią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Do procesu chudnięcia i rzeźbienia sylwetki trzeba podejść na spokojnie i długodystansowo. Nie możesz sobie narzucać "O! za miesiąc będę ważyć X mniej i mieć X cm w biodrach" bo to nie wypali. Musisz po prostu nauczyć się żyć ze sportem, dietą tak aby weszło Ci to w nawyk i nie było dla Ciebie wyrzeczeniem lub trudnością. Wszystko na spokojnie. Nie przejmuj się, że za parę dni jedziesz na wakacje. Rób swoje w swoim tempie, bez nacisków, bez oglądania się na innych a na pewno osiągniesz sukces. Każdy chudnie w innym czasie i nie każdemu jest dane być szczupłym w miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam identycznie, czasami potrafię trzymać dietę i ćwiczenia, ale u mnie głowinie wygrywają słodkości, którym nie potrafię powiedzieć nie :( Ponoć człowiek potrzebuje aż 21 dni, żeby przywyknąć do nowych nawyków.

    Pozdrawiam i obserwuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Małe kroczki...nie narzucamy zbyt dużego rygoru...nagradzamy się czasem a będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ojej, mam tak samo :( Najpierw sobie postanawiam, kilka dni intensywnie ćwicze, wszystko ok, a potem przychodza dni, że nic nie chce mi się robic :( na szczęście teraz już jest u mnie z tym lepiej, dlatego liczę, że też dasz radę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Strasznie pozytywne to zdjęcie jest! :)

    Małymi kroczkami do celu... Życzę cierpliwości i dużo radości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć :)
    Ze względu na tematykę Twojego bloga, chciałabym Cię zaprosić do udziału w dietetycznym konkursie z okazji urodzin mojego bloga :) http://redandpale.blox.pl/2013/07/Konkurs-6-te-urodziny-bloga.html
    pozdrawiam :)
    Daria

    OdpowiedzUsuń